Witajcie 🙂

Co u mnie ciekawego? Ostatnio było u mnie cicho, ale to nie znaczy, że nie testowałam nowych receptur 😉 Oto jedna z nich. Myślę, że jest godna uwagi 🙂 Chcę Was trochę zainteresować składnikami, na które wcześniej być może nie zwróciliście uwagi np. kwasami PHA. Jeśli jesteście zainteresowani połaczeniem w jednym kremie naturalnych zimnotłoczonych olei oraz składników aktywnych, czytajcie dalej 🙂

To jeden z moich ulubionych kremów, właściwie jest to modyfikacja jednego z poprzednich kremów, troszkę zmieniłam skład i chcę opisać tą nową, nieco zmienioną wersję. Z poprzedniej receptury też byłam zadowolona, więc myślę, że też ją kiedyś opiszę.

Co zawiera krem, który tak ujął mnie swoim działaniem?

Przede wszystkim zawiera przedstawiciela moich ulubionych kwasów PHA – jest to glukonolakton.

Dlaczego akurat glukonolakton? Jako polihydroksykwas, glukonolakton jest bardzo przyjaznym dla skóry składnikiem. Naturalnie powstaje w skórze, z glukozy, w wyniku przemian na poziomie komórkowym. Także i ten, który możemy zakupić w sklepie z półproduktami, otrzymywany jest w procesie fermantacji ziarna kukurydzy lub poprzez utlenianie glukozy.

Glukonolakton to poza tym świetny przeciwutleniacz, a jego właściwości nawilżające są nie do przecenienia. Mimo że jest „kwasem” (a u niektórych ta nazwa może wywoływać dreszcze 😉 ), to jest tak delikatny, że może być stosowany w egzemach, AZSie czy trądziku różowym lub pospolitym. Czyli cud – miód 😊Likwiduje również rozszerzone pory oraz działa przeciwzapalnie.

W tym kremie mamy również kwas migdałowy.

Kwas migdałowy to także jeden ze składników, które bardzo lubię. Lubię go za jego wszechstronność i różne działanie w zależności od stężenia – w moim kremie zastosowałam niskie stężenie, co powoduje, że będzie silnie nawilżał skórę, ale nie będzie jej intensywnie złuszczał. Kwas migdałowy spłyca drobne zmarszczki, niweluje niedoskonałości. Świetnie działa, przy tendencji do rozszerzonych porów. Wierzę, że jest wystarczająco delikatny, aby nie zrobić nikomu krzywdy (oczywiście w wystarczająco niskim stężeniu), nie jest np. tak agresywny jak typowe alfa hydroksykwasy (AHA), np. kwas glikolowy.

W kremie znajduje się również alantoina – alantoina stymuluje podział i wzrost komórek, przyspiesza gojenie ran i oparzeń. Pod wpływem allantoiny skóra staje się wygładzona i mniej popękana. Co ciekawe, wykazuje też działanie keratolityczne (w końcu to pochodna mocznika 😊 ) i przeciwtrądzikowe. W naturze alantoinę zawiera żywokost lekarski (Symphytum officinale), oto zdjęcie tej pięknej rośliny:

 

 

Krem zawiera również prowitaminę B5, czyli zredukowaną do alkoholu formę kwasu pantotenowego – pantenol. Pantenol to naprawdę magiczny składnik – jako jedna z niewielu witamin, dobrze wnika w naskórek, skórę i włosy, gdzie ulega przemianie do aktywnej biologicznie witaminy B5. Bardzo dobrze wpływa na nawilżenie skóry.

 

W kremie zastosowałam również miks naturalnych tokoferoli. Jest to miks alfa, beta, gamma i delta tokoferolu. Witamina E ma właściwości przeciwzapalne, chroni lipidy zawarte w błonach komórkowych oraz zwiększa zdolność wiązania wody przez skórę. Dobrze działa w połączeniu z innymi antyoksydantami (w tym przypadku jest to glukonolakton), ponieważ zwiększa się wtedy jej trwałość. Witamina E wpływa na przyswajanie tlenu przez komórki – wspomaga leczenie łojotokowego zapalenia skóry oraz trądziku. To bardzo wszechstronna witamina – do kosmetyków możemy ją dodawać w stężeniu 1-5%.

Cenną zaletą kremu jest połączeniu odżywczych, naturalnych olei: oleju ze słodkich migdałów, złotego oleju jojoba oraz oleju z miąższu awokado.

Olej jojoba to mój osobisty przebój 😊 Wykazuje naturalne powinowactwo do skóry oraz zachowuje jej naturalnie kwaśny odczyn. Jego skład jest zbliżony do składu naszego sebum na skórze – idealnie uzupełnia niedobory i dba o prawidłowe nawilżenie poprzez zachowanie równowagi hydrolipidowej. Ma działanie bakteriostatyczne, dlatego przedłuża trwałość preparatów w których się znajduje. Nie będzie powodował przetłuszczania się skóry, lecz delikatnie wyreguluje nadmierne wydzielanie sebum. Zawiera również liczne witaminy: A, E i F. Zmiękcza skórę, nawilża i natłuszcza.

 

 

Użyłam także oleju z miąższu awokado. Uwielbiam awokado także w kuchni – robię z niego pyszny mus z dodatkiem gorzkiego kakao i bananów, który zastępuje mi słodycze 😊 Sam w sobie jest tak słodki (choć bez cukru) – ostatnio wprost go uwielbiam. Mętny, niefiltrowany olej z miąższu awokado to coś wspaniałego dla skóry. Lubię jego zielony kolor – świadczący o wysokiej zawartości chlorofilu, czyli naturalnego przeciwutleniacza. Stymuluje produkcję kolagenu, chroni przed promienieniowamiem ultrafioletowym, łagodzi stany zapalne, ma też działanie przeciwbakteryjne. Oprócz naturalnie występujących witamin z grupy B, zawiera też witaminę A, E i D oraz lecytynę i roślinne fitosterole. To wszysto sprawia, że hamuje procesy starzenia, nawilża i odżywia skórę – zarówno tłustą (nie jest komedogenny), jak i suchą i wrażliwą, nawet ze skłonnością do egzemy i łuszczycy.

 

Podsumowując, co ten krem tak właściwie zrobi dla buzi? Otóż dogłębnie ją nawilży – zadba o równowagę hydrolipidową dzięki zawartości cennych kwasów tłuszczowych i skwalanu. Zatrzywa wodę w naskórku chroniąc przed nadmierną jej utratą (TEWL). Zadba o wyłapywanie wolnych rodników oraz zniweluje szkody spowodowane przez promieniowanie ultrafioletowe. Łagodnie (bardzo łagodnie!) rozluźni wiązania w komórkach naskórkach, aby wygładzić najbardziej zewnętrzne warstwy skóry, zminimalizuje również widoczność porów.

 

Taki kosmetyk ma krótki okres przydatności – idealnie byłoby go zrobić, natychmiast zacząć używać i zużyć w ciągu 2,5 – 3 miesiący. Oczywiście nie przechowujemy takiego kremu na słońcu ani w zbyt wysokiej temperaturze. Mimo wszystko stosujemy ochronę UV (mamy tu 4% stężenie kwasu migdałowego, ale lepiej dmuchać na zimne). Ja ochronę UV stosuję cały rok 😊

Pozdrawiam Was serdecznie 🙂

Ania